Page:Radosne i smutne.djvu/167

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 163 —

 

pytać, czy jego brat, demon z monitora, dobrze funkcjonuje na chwałę polskiej ojczyzny?

Pytanie jest retoryczne, gdyż na flotylli wiślanej wszystko funkcjonuje sprawnie, jak w zegarze okrętowym, jedynem nieznośnem indywiduum, gdyż co pół godziny, dzwon, któryby mógł umarłego zbudzić w grobie, ogłasza stan czasu. Do bicia w dzwon wybrano, zdaje się, najsilniejszego marynarza, aby i w nocy człowiek się mógł dowiedzieć, że jest wpół do czwartej, jakby to było niesłychanie ciekawe. Przywykła do tego załoga i nic sobie z tego jęku nie robi, tylko goście mieli z tego rozkosz i pożytek.

Rozgadałem się jednak o telegrafie bez drutu, a tymczasem przybyliśmy do Płocka, który znieruchomiał nad wodą w pysznej, katedralnej pozie, śliczny zdaleka, wyglądający dziś zbliska, trochę, jak rzeszoto, tak bardzo postrzelany, ranny w stu miejscach, bohaterski Płock. Kiedyśmy wpłynęli na płockie wody, na wszystkich statkach wszystko wyległo na pokład, przejeżdżamy bowiem niedawne... pole bitwy, tej pamiętnej bitwy, która flotylli, wiślanej przysporzyła kilku bohaterów, zabrała jej kilku najmężniejszych, ochrzciła flotyllę z krwi i napełniła ją bitewną dumą. Ze wzruszeniem