Page:Radosne i smutne.djvu/152

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 148 —

 

derze tej bowiem łopoce jego duma i jego godność żołnierza, w czerwonym jej kolorze rumieni się zaschła krew jego poległych towarzyszów, w jej bieli jaśni się czystość wody. Patrzy na banderę swoją z zabobonną czcią, w niej kocha wolność swoją i swoją Ojczyznę, w jej cieniu, raczej w jej promieniach jest szczęśliwy i taki wolny, jak morski orzeł, co widzi tylko morze i chmury.

Statek zarzuca kotwicę i układa się na falach na spoczynek opodal fortów Modlina. A wtedy dobry włóczęga księżyc dobywa się z wielkim trudem z pieleszy chmur, powoli wędruje ku nam i świeci, aby stojącemu na straży marynarzowi nie było tęskno w ciemnościach nocy na smutnej wodzie. Rzeka się czyni srebrna i śliczna, a księżyc wysrebrzył przed nami drogę wdół rzeki, srebrny gościniec do Gdańska, potem ciekawie, stary, mądry praktyk, złotemi swojemi oczyma ogląda szczegółowo wszystko na okręcie, widać bowiem jak się zsunął blaskiem przez maszt na pokład, jak opatruje metalowe części, czy czyste, potem gdzieś dźwięknął na łańcuchu kotwicy i usiadł przez chwilę na sterze. Wszystko jasne i czyste, w księżycowym blasku przeczyste, więc zadowolony, jak niebieski admirał, co przez