Page:Radosne i smutne.djvu/149

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 145 —

 

zapomniał o Liwerpoolu i San Francisko, zapomniał o oceanie i tylko o jednem mówi i o jednem myśli, aby można uregulować tę rzekę, aby jak najlepiej uzbroić statki, aby jak najwięcej ludzi nauczyć w Polsce sztuki żeglarskiej i aby jak najprędzej flota polska stała się mocną. Nie było podczas naszej podróży innego tematu, tak, że wreszcie przekonałem się, że ten zacny naród pływający, ma dość wyraźne pretensje do Pana Boga, że gwiazda polarna świeci na wielu morzach, zamiast uczciwie świecić tylko na Wiśle, do wyłącznego użytku flotylli wiślanej, na której miałem zaszczyt przebywania przez tydzień, co mnie ostatecznie doprowadziło wreszcie do rozumnego używania życia, skakania przez dziesięć schodów, syreniego ryku przy spotkaniu, zjadania, co się da, prócz zbyt twardej skóry, picia, co się da, prócz wody, wstawania o szóstej rano tylko poto, aby znowu zobaczyć tę samą wodę, plucia na odległość, zapalania papierosa na największym wietrze, uważania wieży kościelnej za maszt, a policjanta na ulicy za znak, ostrzegający o mieliźnie. Tydzień ten uważam za jeden z najmilszych, bo spędzony śród zacnych ludzi, dzielnych, twardych i kochanych. Przedstawię ich niebawem, teraz bowiem wołają na pierw-