Page:Radosne i smutne.djvu/141

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 137 —

i warczenie. Zaco bijesz? — pienią się fale i cały ich tłum, zbuntowany przez wiatr, agitatora, bieży ze wszystkich stron, zwołuje się od Pragi, z wirów podmostowych i marszcząc się na gębie ze złości, wali się pod rozmach kół, które wpadły w szał i rwą fale i drą je na łachmany i trą w pył, aż się rozprysły i rozbiegły i usiłują kąsać okręt po bokach, i opadają ze wstydem i zdumieniem, bo okręt ma ściany żelazne; więc roztrącone, zaczynają biec za okrętem szeroką, spienioną ławą, aż zmęczone, zadyszane, oślepione pienistemi bryzgami odbiegają ku brzegowi, kąsać ze wściekłości piasek i żwir. A wielka rzeka, jakby uradowana z tej zabawy śmiesznej i bezustannej, uśmiecha się w słońcu i z politowaniem patrzy na wiatr, co ją chce zmącić i ruszyć aż do dna i co bieży przed okrętem, zadyszany i gwiżdże ostrzegawczo, że nadchodzi taki jakiś okręt dziwny, cały z żelaza, któremu nagonka fal rady dać nie może i który leci ponad nie szybko, jak jakiś wielki ptak bezskrzydły. Więc po pierwszych zamętach przy wyjeździe, po zbuntowanych wirach, dalej już jest spokojnie i rozpoczyna się jakaś wspaniałość wody, która niesie statek dumna i spokojna. Płyniemy zygzakiem, gdyż Wisła, rzeka szczerze poiska, nie