Page:Radosne i smutne.djvu/136

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 132 —

co czasem nad statkiem przeleci, będzie czasem wesołe wspomnienie z tej najmilszej podróży.

Marynarzem zostałem w sposób wcale gwałtowny; przyszedł rozkaz, szarpnął mnie bezceremonjalnie za mundurową kurtkę i powiada:

— Pojedziesz Wisłą na statku wojennym.

— Dokąd? — pytam zdumiony.

— Dokąd się nam będzie podobało.

Wisłą można zajechać wcale daleko; wielu czerwonogwardzistów pojechało nią prosto z Płocka na tamten świat, a gdzie Płock i gdzie tamten świat? Podróż tedy nie byle jaka i to wodą, elementem nieobliczalnym, wobec zniesienia zakazu sprzedaży alkoholu, wcale zbytecznym, histerycznym i niemiłym. Widząc moje wahania, gwałtowny rozkaz nieco zelżał i powiada:

— Nie bój się! Pojedzie z tobą Włodzimierz Perzyński i człowiek tak poważny, jakim jest ojciec „Grzesia“, malarz Kamil Mackiewicz.

Zadrżała pewnie „klepsydra w rękach Czasu“ i na jedno mgnienie Wisła przestała płynąć, usłyszawszy takie trzy bohaterskie imio-