Page:Radosne i smutne.djvu/130

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 126 —

bohaterów dusza Ojczyzny, — skomląc, musi w przerażeniu ujść zwierz dziki, krwawy i tylko podstępny. Męstwo jest cnotą ludzi wolnych. dusz jasnych, jak stal.

A takie dusze jasne spotyka się dziś w Polsce na każdej drodze, na każdej ścieżynie.

Oto w obłokach pyłu, dźwięcząc i pokrzykując, ciągnie nieskończony ich szereg w stronę Pułtuska w pościgu za zwierzem. Kilka oddziałów z pułków Ochotniczych — na czele przedziwnie miły, ukochany przez żołnierzy pułkownik Helman, na czele dywizjonu artylerii C. O. P. S-a, kap. Zdziechowski, dokoła nich oficerowie, z których każdy ma na twarzy wypisane jakieś bohaterstwo, a za nimi chłopaki szare, najmilsze, jasne, idące na bitwę z powagą, która pryska na widok gazet. Człowiek, co przez trzy dni nie jadł, nie rzuca się na chleb z taką zachłannością, jak te chłopaki na gazety. Mignęły tylko białe karty jednodniówek II odd. G. J. A. O. i zginęły w szeregach, już zaczytanych, a wciąż wyciągają się ręce puste, dla których już tego duchowego chleba zabrakło. Nie może go braknąć, za wszelką cenę nie może!

Przez krótką chwilę postoju usłyszałem krótką opowieść o rzeczach, wobec których sto