Page:Radosne i smutne.djvu/109

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 105 —

słychany zasób przewrotnej, niskiej, niebezpiecznej chytrości. Płaszczy się, twarzą o ziem bijąc, przed wszelką siłą, straszny jest wobec bezsilnego, szalenie poza tem lubi spiskować, wszystko jedno przeciwko komu.

Poczęli tedy spiskować przeciwko swoim najserdeczniejszym przyjaciołom, którzy mając znakomicie zorganizowaną policję tajną, dowiedzieli się o tem bez trudności i jednej niedzieli patrzyliśmy z balkonu polskiego klubu, jak wiozą ekscelencję do aresztu. To było tragicznie wesołe. Ci co sprowadzili sobie Niemców, ukrywali się teraz jak zające, kilku jednak przychwycono, za jednego ministra zabrano jego żonę, — operetka była pierwszej klasy.

Odbył się potem w Kijowie proces, dla aroganckiej dumy Ukraińców, zabójczy, niemal okropny. Żal było patrzeć, z niesmakiem czytało się sprawozdanie z procesu, podczas którego wiedziono dialogi zupełnie tragiczne.

Oskarżony prezydent ministrów Hołubowicz, powiada, że coś tam było tak i tak.

— Kłamiesz pan! — odpowiada mu niemiecki major, prokurator.

I w rezultacie serdecznego swojego przyjaciela skazuje na dwa, czy ileś tam lat bezwzględnego więzienia.