Page:Radosne i smutne.djvu/105

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 101 —

kąś dziwną mową, że nie posiada herbaty, dodając głośno po rosyjsku, że „niemieckiej świni herbaty nie sprzedaje“. Uśmiechnęli się potem obaj i skłonili się uprzejmie i po bratersku.

Drobni kupcy kijowscy byli na Niemców rozjątrzeni, niemiecki żołnierz bowiem, zakupiwszy towar, sam naznaczał jego cenę, albo urządzał niesłychaną, doraźną, baissę na ruble, zamieniając cenę dziesięciu rubli na dwie marki; dość było niebezpiecznie nie uznać tej spekulacji giełdowej, dokładano tedy pamięć o takich zdarzeniach do rosnącego z dniem każdym, grubego pokładu wzajemnej nienawiści, przedewszystkiem wskutek z obopólnie straszliwie zawiedzionych nadziei.

Mały złodziej oszukał wielkiego, a wielki małego. Mały rzekł do wielkiego:

— Przyjdź, a dostaniesz wszystkiego co zechcesz, ale przywieź cokolwiek ze sobą, bo nasi mołojcy są niecierpliwi.

Wielki obiecał tedy, że nawiezie pończoch, nici, guzików, lusterek i paciorków, tego wszystkiego jednem słowem, czem się chwyta czarne, murzyńskie serce, — a tymczasem przyjechał z setką tysięcy beznadziejnie pustych i przeraźliwie zachłannych pustych żołądków i z kilko-