Page:Julian Tuwim - Czyhanie na Boga.djvu/72

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


A my już bardzo słabi... Wszystkośmy wypluli...
Więc i na was patrzymy grzesznem, podłem okiem...
Boją się nas kobiety, bo im na koszuli
Możemy ślad zostawić, rzygając krwotokiem.

Więc roją nam się szały! We krwi na chusteczkach
Dostrzegamy obrazy sprośne i nikczemne...
...Śnimy o takich małych niewinnych dzieweczkach
Na naszych chorych łożach w chore noce ciemne.

Śnimy ognaszych płucaeh zgniłych, co, jak próchno,
Kawałkami odpada i dni życia skraca,
Czekamy, aż rzeżące symfonje w nich zgłuchną
I w tym nędznym warsztacie ukończy się praca.


II

A gdy męczący kaszel piersi im rozrywa
I zanoszą się spazmem charczeń astmatycznych,
Gdy znak czerwony śmierci na podbródki spływa,
A mózgi mają pełne rojeń chaotycznych;

Gdy trzęsą w kaszlu nędzne, wychudzone ciała,
Zachłystując się bólem i męką szarpania,
Gdy ceglastym rumieńcem twarz śmiertelna pała,
A wysadzone oczy śnią patos konania;

Gdy w ostatnim wysiłku odetchną zmęczeni
I łapczywie zaczerpną świeżego powietrza, —

70