Page:Julian Tuwim - Czyhanie na Boga.djvu/54

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


CHRYSTUS



Nie skarżę się, mój Ojcze, nie skarżę się, mój Panie,
Iżeś dał sercu memu to smutne miłowanie.

Nie skarżę się, mój Ojcze, że tak samotnie chodzę,
Żem się już wielce znużył na tej ciernistej drodze.

Obchodzę chaty z wieścią: „Zbliża się, z łaski nieba“,
A ludzie mówią: „Z Bogiem...“ I dają kromkę chleba.

Czyli są słowa moje tak bardzo niepojęte?
Nie widzą że się zbliża Królestwo Twoje święte.

Nie widzą, że niebiosa rozwarły się narodom,
Nie wierzą, choć im prawię z radością i z pogodą...

Lecz się nie skarżę, Panie, że tak strapiony chodzę,
Ze niema, niema kresu ciernistej mojej drodze.

Ptaszkowie mają gniazdka i liszki mają schowy
I tylko Syn Człowieczy nie ma gdzie skłonić głowy.

Lecz to nie skarga, Panie... Spraw jeno w blizkim cudzie,
Iżby mnie zrozumieli ci dobrzy, cisi ludzie.



52