Page:Julian Tuwim - Czyhanie na Boga.djvu/24

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


MALARZ



Na słońce, co mi w okno złotym snopem strzela,
W miljonie pyłków, w smudze sącząc się z ukosa,
Wypuszczam, pełen twórczych szaleństw Rafaela,
Kłęby dymu, srebrzyste chmury z papierosa.
A na niebie błękitnem, niby kopce śniegu,
Sterczą białe obłoki, rzucając w przestworze
Sny o słońcach wędrownych, nieznających brzegu,
Co wiecznie zapadają w bujne, szumne morze!



22