Page:Julian Tuwim - Czyhanie na Boga.djvu/150

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Poświęcił Bogu chaty swojej próg,
Poświęcił tańcem. Więc i ja też tańczę.


2.

 

„Co? (pyta jakiś ironiczny pan)
Dla nas wszak ogień to już nic nowego!
Że dzikus tańczy lub dzikusów klan,
To i my tańczyć musimy? Dlaczego?!“

— Pardon, mój panie... D!a nas? Cóż to jest?
Pan będzie łaskaw wyrażać się ściślej!
„Dla nas!“ I przytem — ręką taki gest!
Przepraszam, kogo pan dobrodziej myśli?

Co do mnie ( — może pan wierzyć lub nie — )
Cieszę się z ognia tak samo, jak dzikus!
Ogień! Gałęzie płoną! Tlą się pnie!
To Bóg Najwyższy, Deus Magnificus!

Tak jest ze wszystkiem! Rzecz! Cielesna rzecz!
Dotknąć, zobaczyć, usłyszeć, wprost chciwie,
Kamienie w ręce brać i rzucać precz,
Powietrza w płuca zaczerpnąć łapczywie!

To jest wszak bycie! To jest przecież Bóg!
A Boga sławić trzeba — więc się pląsa,
Skacze się, śpiewa, szuka nowych dróg,
To... to... — Eh, widzę, że pan znów się dąsa!


148