Page:Julian Tuwim - Czyhanie na Boga.djvu/139

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


SWIETOZAR



Jeśli morze przypomni — to je każę smagać,
Tłuc, batożyć za karę stalowymi pręty!
Zbałwani się, zawyje, by litość ubłagać,
Zatopi mi, pomstując, ładowne okręty.

Jeśli słońce przypomni-wydrę sobie ślepia,
Olsnę, włodarz szalony, na jasność promieni!
Niech się w ślepocie czarnej tęsknica rozstepia,
Dzika, jak melancholja słowiańskiej jesieni!

A jeśli noc przypomni, noc omdlewająca,
Ciepła i jaśminowa, miłością opiła,
Gdy mnie słodko w ciemności, drżąca i gorąca,
Cielistym ud i ramion uściskiem więziła, —

— Rozżagwię noc pożarem, włoście swe zapalę!
Pójdę z słońcem w zawody! Dzień urządzę złoty!!
I w trzaskawicy ognia zasyczy wspaniale
Dumna stolica moja, Złotogród Stuwroty!

I na zgliszczach ostanę, oczu tępe szkliwo
Utkwiwszy w ziemię macierz... A niewiada poco!...
Na sercu mi markotno, w oczach migotliwo
Od łez... I tak dzień za dniem... i tak noc za nocą...


137