Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/98

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


„Sądzę“, ciągnął dalej, „że panowie się zgadzają na to, żeby zadość uczynić życzeniom pani Stuyvesant. Chciałbym tylko dla usprawiedliwienia naszego wspomnieć, pani Marjo, żeśmy się starali zebrać i w tym kierunku jaknajobfitszy materjał. Wiemy przytem bardzo dobrze, że wszystko, co dobre, zapomina się bardzo prędko, podczas gdy ujemne urasta i olbrzymieje. Jesteśmy wszyscy zupełnie o tem przekonani, żeśmy się dowiedzieli tylko o małej części tego, co pani w życiu czyniła dobrego. Stwierdziliśmy, żeś pani conajmniej w trzech wypadkach życie swe naraziła, by uratować życie drugich — raz nawet dla psa. — Niejednokrotnie dałaś pani dowody odwagi osobistej, która byłaby zaszczyt przyniosła najwaleczniejszym szturmującym żołnierzom — okazywałaś pani tuziny razy zupełnie tę samą dumną odwagę, tę samą wysoką pogardę dla wszystkiego, co się pani sprzeciwiało. Nigdyś pani jakiemukolwiek człowiekowi czegoś złego nie zapamiętała; nie znam — mogę śmiało powiedzieć — nie znamy kobiety szlachetniejszej —“

„Frydel!“, rzekła pani Stuyvesant. Brzmiało to jak zarzut.

„Chwileczkę tylko!“, ciągnął dalej. „Muszę to powiedzieć, bo to po wielkiej części tłómaczy ogromny wpływ, jaki pani możesz wywrzeć. Pani