Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/94

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


na moralność handlową wydają niezmiernie dziecinnemi. Ze każdy bogacz według mego uczucia, pieniądze swe skradł lub zrabował, że każdy jest szarlatanom, lub szachrajem, lub złodziejem. Jednym z nich. I że to zupełnie w porządku; bo tylko w ten sposób można ostatecznie pieniądze drugich zagarnąć do swej własnej kieszeni. Tylko — powiedziałam — powinien człowiek taki być przynajmniej uczciwym wobec samego siebie i nie starać się, jak to pan zawsze czyniłeś, okłamywać samego siebie i po każdym świeżo wycyganionym miljonie jęczyć na świat cały, niby ucieleśniony wyrzut sumienia. To wszystko było bardzo teoretycznem, nie miałem pojęcia, jakiego rodzaju interesy pan robił, i z całą pewnością nigdy nie zarobiłam ani feniga przez pana.“

Randolf Ulbing kiwnął głową. „Rzecz się miała zupełnie tak, jak pani mówi! Ale myślałem bardzo długo nad tem, co mi pani powiedziała i doszedłem do przekonania, że pani miała słuszność. Dziś jestem bardziej niż kiedykolwiek tego zdania, zwłaszcza po doświadczeniach lat ostatnich. Postępowałem jak każdy inny spekulant i jestem dziś o wiele miljonów bogatszym, aniżeli wówczas.“

„Powinien mi pan być wdzięcznym“, rzekła pani Stuyvesant.