Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/130

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


muszę wyciągnąć z tego konsekwencje, jak to czyni indyjczyk; jest ona nietykalna, choćby niewiedzieć ile ludzi zakłuła na śmierć. Jorge Quintero jest roznosicielem trucizny — więc dobrze, niech go społeczeństwo, któremu szkodzi, wytępi! Jeśli tego nie może, jeśli tego nie chce — jak na miłość Boską, może żądać, by biedny wąż jadowity czuł bardziej po ludzku, aniżeli człowiek i czynił to, do czego społeczeństwo same nie ma odwagi?

Powiadacie, moi panowie, że jestem o wiele gorszą dżumą dla ludzkości, aniżeli parobek andaluzyjski. Przez rysunki i książki me, jeszcze o wiele bardziej atoli przez indywidualność moją — krzewiłam wśród ludzkości — jak mówicie — wszelkie możliwe trucizny. Sama odporna — rozsyłam jednak co godziny na wszystkie strony tchnienie zarazy. Ale komu, moi panowie, mógł Quintero zaszkodzić swemi bakterjami tyfusowemi? Przedewszystkiem nie owym nielicznym, którzy byli zupełnie tem samem co on: roznosicielami bakterji — zapewne, że chyba na takich nie napotkał. Następnie też nie owym innym, którzy z natury byli odpornymi — a wreszcie nie ludziom, szczepionym przeciw tyfusowi. Sądzę, że tak samo jest ze mną. Trucizna ma nie może działać na nikogo, co jest odpornym czy to z natury, czy to dzięki silnej lymfie — jakiego-