Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/101

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


„W aktach naszych“ — ciągnął dalej inżynier — mamy cały szereg takich wypadków — i to, jak pani powiada, tyczących się niemal wszystkich trucizn oszałamiających. Pani, pani Stuyvesant, nie byłaś nigdy alkoholistką, ani morfinistką, ani kokainistką, nie przyzwyczaiłaś się pani nigdy do muskariny, meskaliny, opjum, heroiny — ani do czegokolwiek innego. Lecz liczne osoby, które widziały panią używającą trucizn tych, które słyszały jak opowiadano o tem, lub tylko w książkach pani o tem czytały, spróbowały tego, i u bardzo wielu z nich przeszło to w nałóg. Niektóre z nich zniszczyły się kompletnie, umarły w zakładach, skończyły samobójstwem. Co dla pani stanowiło chwilową senzację, co pani może sprawiło rozkoszną godzinę, to dla wielu innych stało się powolną śmiercią. W jaki sposób zaczął pan używać opium, panie hrabio?

„Przez książkę pani“, odparł hrabia Thun spokojnie. „Nie żałuję tego. Wiem, że już ledwo jestem człowiekiem w zwykłem tego słowa znaczeniu. Wiem, że pójdę drogą opjum aż do końca — i wiem jaki gorzki koniec mnie czeka. Z tem wszystkiem: nie żałuję tego — o ile to się tyczy mnie osobiście, nie czynię jej zarzutu.“

Popielata dama spojrzała nań, głos jej brzmiał prawie wdzięcznie: „Co pan palisz, hrabio?“